Agresja w stosunku do ludzi i zwierząt
Dla kogo pies bojowy ?
O żadnych psach nie krąży tyle sprzecznych opinii, co
o tzw. rasach bojowych. Dla jednych to krwiożercze bestie, zjadające dzieci na
surowo, dla innych zaś – spokojne, zrównoważone i przyjacielskie zwierzęta. Co
chwilę też jesteśmy bombardowani histerycznymi doniesieniami, że znów gdzieś
jakiś „groźny” pies kogoś pogryzł. I nawet jeśli później okaże się, że ofiara
sama sprowokowała atak, bawiąc się po pijanemu w pogromcę zwierząt – pies
zostaje napiętnowany jako niebezpieczny morderca.
Gdzie więc leży prawda? Chyba należy szukać jej
pośrodku... a raczej na końcu smyczy.
Rzeczywiście, spotykamy dwa typy psów bojowych, z
których jedne są normalnymi psami a drugie mogą przekształcić się w morderców.
Aby się przekonać, do którego typu należy dany osobnik, wystarczy spytać
właściciela, dlaczego wybrał właśnie tą rasę. Jeżeli padnie zdecydowana
odpowiedź: ,,chciałem mieć psa obronnego, potrzebowałem ostrego psa do
stróżowania’’ lub – nie daj Boże - ,,a co, z pekińczykiem mam chodzić?’’ –
lepiej trzymać się od pieska (i jego pana) z daleka, bo nic dobrego nas z
ich strony nie spotka. Możemy też usłyszeć: ,,właściwie to ja wcale nie myślałem
o takiej rasie, ale kolega/znajomy/kuzyn miał właśnie amstaffa/bulla/mastiffa i
on był taki cudowny, wspaniały, wesoły, łagodny, przyjacielski,
..............................................(resztę wypełniają właściciele). I
moja sunia/piesek też jest taki. To najlepsze psy pod słońcem i nieprawda, że to
agresywna rasa, a w ogóle to co się czepiasz porządnego psa; idź i się przyczep
do kundli bo sam cię pogryzę’’. Po takiej odpowiedzi możemy spodziewać się, że
rzeczywiście, większe niebezpieczeństwo zagraża nam ze strony właściciela niż
jego psa (może to lekka przesada, ale kto kilka razy dziennie znosi zaczepki z
serii ,,jaką to bestię prowadzi’’, w pewnym momencie zaczyna reagować jak
nałogowy palacz na 1256 uwagę o szkodliwości nikotyny). Faktem jest, że kto
wybiera psa dla niego samego a nie z powodu opinii o rasie, raczej się nie
zawiedzie i będzie miał zwierzę spokojne i zrównoważone.
Wydawać się może, że ocena psychiki psa na podstawie
mentalności właściciela zatrąca szarlatanerią i kiepską psychoanalizą. Ma ona
jednak jak najbardziej racjonalne uzasadnienie. Psy ras bojowych nie są łatwe w
utrzymaniu. Potrzebują dużej ilości ruchu, wymagają starannego wyszkolenia
oraz ustawicznego treningu i poświęcania im wiele uwagi. Trzymać takiego psa
może więc wyłącznie osoba, dla której będzie on nie tylko towarzyszem ale też i
czasochłonnym hobby. Dlatego musi to być ktoś energiczny, komu odpowiada
temperament i żywiołowość takiej rasy; kto nie będzie wzdrygał się przed
kilkukilometrowym spacerem szczególnie w ,,psią’’ pogodę, a przede wszystkim nie
będzie lamentować, jeśli w ferworze zabawy czworonożny pupil zawadzi
30-kilogramowym cielskiem o stolik, powodując małe trzęsienie ziemi. Można
zaryzykować twierdzenie, że energiczny pan + energiczny pies + dużo ruchu =
spokój na osiedlu. Właściciel jest zadowolony z psa, pies jest zadowolony z
właściciela i obaj są przyjaźnie nastawieni do całego świata, więc nie ma tu
miejsca na niepotrzebną agresję.
Inaczej przedstawia się sprawa, gdy ktoś kupuje psa
bojowego, kierując się obiegową opinią o rasie. Chce mieć psa, którego wszyscy
będą się bali, więc ho, ho... ale go będą szanować i podziwiać za odwagę, że z
taką bestią sobie radzi! A gdyby ktoś spróbował nie okazać należnego szacunku,
to już piesek go nauczy rozumu, a co! Niech wszyscy widzą, że mają przed sobą
prawdziwego twardziela. Tylko co by tu wybrać? Bullterier odpada – taki
karaczan, że go w ogóle nie widać; amstaff już trochę lepszy, bo z samej mordy
widać, że wredny, ale też mały. Rottweiler byłby niezły, ale za pospolity –
ludziom się już opatrzył. No to pittbulla poproszę, tylko jak najostrzejszego! W
tym przypadku właściciel oczekuje od psa agresywnych zachowań i świadomie je
aprobuje, bo w gruncie rzeczy, to on sam miałby ochotę gryźć i szarpać, ale wie,
że jemu nie wolno – więc pies spełnia jego ukryte pragnienia. Ach, co za
satysfakcja! Idzie nie lubiany sąsiad... trzeba grzecznie przywitać, chociaż nóż
się w kieszeni otwiera. Pies jednak wyczuwa emocje pana i atakuje – smycz
wstrzymuje go w połowie drogi. ,,Och, najmocniej przepraszam – kaja się
właściciel psa, z satysfakcją obserwując bladego jak ściana sąsiada – zupełnie
nie rozumiem, co mu strzeliło do głowy. To takie łagodne stworzenie. Mam
nadzieję, że pana nie przestraszył?” Odciąga winowajcę i długo jeszcze słychać
jak monologuje: ,,niedobry pies, tak nie wolno, pies ma iść grzecznie” ale
zwierzę wyraźnie słyszy w jego głosie pochwalną nutę i wie, że postępuje
właściwie. Po wejściu do mieszkania pan natychmiast wyciąga z lodówki solidny
kawał mięsa i podaje psu. ,,No, masz, jedz. Ale się trząsł, dziadyga! Dobrze mu
tak! Ale mu daliśmy popalić!”- długo nie może nacieszyć się zwycięstwem.
Pies szybko się uczy, że im gwałtowniej atakuje, tym
silniejsza jest reakcja ludzi, co sprawia panu wiele radości i procentuje w
postaci pieszczot i smakołyków. W krótkim czasie żaden śmiałek nie waży się
podejść do posesji, strzeżonej przez tak wychowanego pieska. Na ulicy też
wszyscy starannie ustępują z drogi, gdy właściciel prowadzi swego pupila, choć
ten jest na smyczy i w grubym kagańcu. No cóż, parę osób już się boleśnie
przekonało, że masywny, stalowy kaganiec może być całkiem groźną bronią a
hamulec w postaci wleczonego pana bynajmniej nie osłabia impetu psiego ataku. A
właścicielowi, te krótkie chwile, gdy dumnie kroczy jako ,,pan chodnika’’,
wynagradzają zarówno czas, który spędza wleczony na smyczy jak i wydatki
na spłatę szkód, spowodowanych przez nieposkromionego czworonoga.
Powyższe przykłady w zasadzie obejmują wszystkie
możliwości ,,mania’’ psa bojowego, gdyż jako psy użytkowe nie mają znaczenia (z
wyłączeniem walk, na szczęście zabronionych). Jako psy stróżujące, żadna z tych
ras w naszych warunkach klimatycznych się nie sprawdza (nawet rosły rottweiler
miałby kłopot z bieganiem całą noc przy 30 stopniach mrozu, a co dopiero mówić
np. o amstaffie w wysokim śniegu) – tę rolę znacznie lepiej spełni owczarek
niemiecki, który ma solidne futro i wygląd również wzbudzający respekt. Poza tym
– do stróżowania nie jest potrzebna większa pobudliwość, wystarczy naturalny
instynkt ochrony własnego terytorium. Agresywny pies może przestraszyć amatora,
ale fachowy napastnik łatwo sobie z nim poradzi, prowokując do ataku.
Jako psy obronne również nie maja większego
zastosowania, ze względu na wysoki stopień pobudliwości. A polskie prawo bardzo
nie lubi, jeżeli ofiara zrobi zbytnią krzywdę napastnikowi, przekraczając
granice obrony koniecznej. Więc jeśli pies nie jest ratlerkiem, tylko np.
amstaffem i – nie daj Boże – po szkoleniu, to na widok bandziora lepiej od razu
zamknąć go gdzieś na cztery spusty, bo jakby tak zaatakował (a jeszcze szarpnął
porządnie, zamiast dać klapsa łapą), to właściciel resztę życia spędzi za
kratami.
Do niedawna o psach bojowych w Polsce prawie nikt nie słyszał. Hodowane były przez garstkę zapaleńców, którzy wiedzieli, jak z nimi postępować i nie było mowy o wypadkach. Dopiero wraz z rozwinięciem podziemia walk psów i złej sławy, rozpoczęła się moda na te rasy i zwiększanie zagrożenia. (Nie da się ukryć – w niefrasobliwych rękach pobudliwy pies to prawdziwa bomba zegarowa. A jeśli ktoś przypadkowo lub celowo budzi w takim psie wypracowane na przestrzeni pokoleń zachowania agresywne a nie potrafi bądź nie chce ich kontrolować, może doczekać się prawdziwego psychopaty). Ustawa ,,kagańcowa’’ nic tu nie zmieniła. Jedynie wprowadzenie wysokich kar i nawiązek dla właścicieli agresywnych psów spowodowałoby, że co niektórzy zaczęliby się zastanawiać, czy przyjemność z posiadania ,,postrachu dzielnicy’’ jest warta ponoszonych kosztów; a może jednak labrador lub dalmatyńczyk? Tym sposobem na ulicach zrobiłoby się spokojniej, zaś sympatycy ras ,,wyjątkowych’’ mogliby w spokoju hołubić swoje żywe buldożery, budować strony internetowe, pokazujące światu urodę ich byczogłowych pupilków i urządzać konkursy literackie na najbardziej ,,duszoszczypatielnyje’’ deklaracje miłosne pod adresem rasy.
Tekst autorstwa dr Ewy Walkowicz
Uważa
się, że psychika psów bojowych jest szczególnie trudna do zrozumienia i
kierowania. Dzieje się tak dlatego, że u tych ras została naruszona równowaga
między pewnymi, zdrowymi chciałoby się rzec, instynktami. Z drugiej jednak
strony właśnie za taki charakter, zwykle określany "prawie ludzkim" tak lubimy
te rasy. Cechy dziedziczne , zmienione na drodze wieloletniej selekcji stanowią
o specyfice tych ras które zwiemy bojowymi. Trzeba sobie od razu zdać sprawę, że
niezrozumiałe zachowania naszego psa, to na ogół nie błędy wychowawcze z okresu
szczenięcego, lub skutki urazów nabytych poza naszą kontrolą, lecz zespół cech
odziedziczonych po przodkach, często nie tak odległych. Sędzia i hodowca mający
wgląd w kontrolę psów naszych ras w skali kraju, nadto często obserwują
zachowania psów identyczne do tych, jakie prezentują ich rodzice. Naturalnie dla
właściciela jego pies znajduje się niejako w centrum zainteresowania. Za
nieprawidłowe zachowanie, nadmiar agresji, lękliwość swoich podopiecznych, wiele
osób skłonnych jest winić siebie, swój brak doświadczenia, złe postępowanie
dzieci czy innych domowników, którzy rzekomo "popsuli" psa. Bywa, że agresję,
lękliwość, nadmierną pobudliwość usprawiedliwia się takimi argumentami. Gdy je
słyszę, mam w pamięci identyczne zachowującą się matkę młodego psa, jej
potomstwo z poprzednich miotów, zwykle po innych reproduktorach. Oczywiście
czynnik wychowawczy jest niebagatelny w psychicznym rozwoju zwierząt. Psa o
dobrym charakterze, o ustabilizowanym pod względem genetycznym zespole cech
psychicznych, można zniszczyć złym postępowaniem. Psa złego psychicznie, o
wadliwych cechach wrodzonych zmienić w zasadniczy sposób się nie da. Brak
opcjonalnych danych o zwierzętach, które okazały się nie do opanowania tak dla
właścicieli, jak i bardziej doświadczonych hodowców. Podstawowa rada, którą
powinno dawać się przyszłym właścicielom, to ta by nabyli szczenię o dobrej
psychice. By swą młodą sukę hodowlaną kryli psami o dobrych, zrównoważonych
charakterach.
Pies bojowi nie boi się w zasadzie niczego, ale też nie powinien być agresywny, świadczy to bowiem o braku pewności siebie, nerwowości lub lękliwości. Zmieniając psychikę psa, podobnie jak jego wygląd, narażamy się na uzyskanie pewnego rozrzutu cech wyhodowanych zwierząt. Pewną presję na hodowców, jeśli chodzi o selekcję na cechy psychiczne wywiera fakt, że pogodne, chętnie współpracujące, śmiałe psy są idealne jako zwierzęta wystawowe. Eksterier jest jakby podbudowany psychiką psa. Jednak fakt ten doceniają tylko prawdziwi hodowcy, a takim i tak starcza wyobraźni, by nie mnożyć zwierząt agresywnych czy lękliwych.
Hierarchia, agresja
Większość książek o psach sugeruje, by pozwolić psom samym rozwiązywać sprawy hierarchii wzajemnej na przykład w parku. W przypadku psów bojowych przestrzegam przed takim postępowaniem. Przecież były używane do walk ... Przy tej okazji dodam, że nie radzę trzymać w domu 2 samców. Owszem z łatwością można do samca dołączyć młodą suczkę. Jeśli poradzimy sobie z izolacją w czasie cieczki, trzymanie takiej pary może dać nam wiele radości. Ja sama, jeszcze się o tym nie przekonałam, ale się zobaczy :) Naturalnie do bullterrierowatego terriera samca możemy z łatwością dołączyć sukę każdej innej rasy. Jedynie w przypadku ras wybitnie krótkonosych charakterystyczny, głośny oddech może być przyczyną nieporozumień. Łatwo jednak nasz pies przekona się, że to swoista przypadłość, a nie wyraz złego nastawienia do świata. Również do posiadanej amstaffki czy suki innej, pokrewnej rasy możemy dołączyć sukę lub samca każdej rasy. Zwykle też nawet niechętne innym psom okazy inaczej traktują zwierzę, które muszą zaakceptować w domu, inaczej zaś obce zwierzęta na spacerach. Relacje z domu pozostają niezmienione, gdy nasi podopieczni udadzą się razem na spacer. Jednak dłuższe niewidzenie, na przykład parotygodniowe, może u zwierząt spowodować konieczność konfrontacji i zachowania dominacyjne. Oczywiście zakładamy, że mamy do czynienia z normalnymi psychicznie psami (chciałabym aby takich było najwięcej). Nie tylko w naszych rasach zdarza się, że wybitny eksterierowo pies, zwłaszcza samiec; zostawia po sobie znaczną ilość, nawet paręset sztuk potomstwa. Jeśli ma wady natury psychicznej łatwo zauważyć, że może przekazać je znacznej części potomstwa. Tym bardziej, że jak wykazała opinia dziedziczenie agresywności czy lękliwości sięga 75% potomstwa obciążonego osobnika i to z różnymi partnerami. Pewna słabość konstrukcji psychicznej może również objawić się nerwicą i w konsekwencji agresywnym odreagowywaniem niepokojów. Agresja nerwicowa może mieć wiele przyczyn. U psów bojowych pewien rozdźwięk istnieje już w tym, że są to psy wrażliwe na kontakty i akceptację (lub jej brak) w domu rodzinnym, zaś bardzo odporne na nieprzyjazne zachowania osób ze świata zewnętrznego. To zróżnicowanie reakcji powoduje, że dla początkujących amatorów są one mało przejrzyste, agresja bywa postrzegana jako cecha pozytywna, z którą trudno sobie poradzić a nie wada, którą należałoby eliminować.
Agresja w stosunku do ludzi i zwierząt
Jak
stwierdza nasz opis idealnego temperamentu, Amstaff jest generalnie bardzo
przyjacielską, stabilną i bezpieczną rasa. Chociaż w ostatnich latach niektórzy
ludzie zaczęli wykorzystywać tę rasę do niecnych celów a media zniekształciły
prawdziwy obraz sytuacji. Agresja w stosunku do ludzi nigdy nie była i nadal nie
jest istotą Amstaffa. Agresja skierowana na człowieka to poważna sprawa a nie
coś, co powinno być lekceważone. Psy agresywne dla ludzi (tzn. takie, które
gryzą/próbują ugryźć człowieka) są wypaczeniem. Warczenie (np. nad zabawką, przy
jedzeniu, gdy usuwane z sofy, łóżka itd.) powinno być traktowane jako
ostrzeżenie. Jest niezwykle ważne, by właściciele poszukali profesjonalnej
pomocy, jeżeli ich pies wykazuje któryś z tych trendów. Gdy organizacje ratujące
zwierzęta wybierają psy do adopcji, żaden pies zachowujący się podejrzanie w
stosunku do ludzi nie powinien być traktowany jako kandydat do adopcji.
Obowiązkiem odpowiedzialnych ludzi z organizacji kynologicznych jest wybieranie
do adopcji jedynie zwierząt, które najlepiej reprezentują sobą tą rasę..
Amstaffy są generalnie dość agresywne w
stosunku do innych zwierząt, chociaż stopień agresji będzie różny u różnych
psów. Amstaffy są naturalnie agresywne dla zwierząt i dlatego koniecznością dla
właściciela tej rasy jest obranie pewnych kroków zapobiegawczych, jeżeli chodzi
o trzymanie psa, jego trening oraz socjalizację. Amstaffy mają także bardzo
silny instynkt łowiecki. Małe zwierzęta, takie jak ptaki, wiewiórki i koty są
często postrzegane jako cele polowania. Młody Amstaff powinien być socjalizowany
od małego z wieloma gatunkami zwierząt i z innymi psami. Wczesny podstawowy
trening posłuszeństwa jest koniecznością. Jednakże nie można treningiem czy
socjalizacją; zwyciężyć z genetyką psa. Ponieważ większość Amstaffów jest
predysponowana do agresji, socjalizacja i trening są po prostu narzędziami do
kontrolowania psa.
Zwierzęca agresja u Amstaffów jest
rzeczą dosyć skomplikowaną. Nawet psy, które nigdy nie manifestowały takowej
tendencji, mogą wybuchnąć i wdać się w walkę z innym psem lub nagle zaczną się
mocno interesować małymi zwierzątkami. Także wielu przedstawicieli tej rasy
nigdy nie zacznie walki, ale też nie wycofają się gdy zaczepione. Amstaffy nie
powinny być pozostawione same sobie z innymi psami i zwierzętami. Właściciele
powinni trzymać swoje psy na smyczy podczas spaceru. Tereny spacerowe dla psów,
gdzie luzem biega wiele nie poznanych psów stwarzają okoliczności sprzyjające
niebezpiecznym sytuacjom dla każdego psa, jednak miejsca takie są szczególnie
nieodpowiednie dla Amstaffów.
Ponieważ Amstaffy mają chęć do walki,
niekoniecznie dążą do okazania dominacji czy zyskania awansu poprzez agresje.
Nawet dosyć uległe osobniki nie mogą być obdarzone pełnym zaufaniem, że nie
wdadzą się w jakąś potyczkę. Pozwalając Amstaffowi wyrobić sobie rangę wśród
innych psów jest niebezpieczne i może się skończyć poważnymi obrażeniami.
Chociaż kastracja może na pewno w niektórych przypadkach pomóc (szczególnie u
młodych samców), nie liczcie na to, że operacja ta wyeliminuje agresje zupełnie.
Obie płcie mogą być agresywne dla zwierząt, chociaż samce mogą być bardziej
ogniste. Agresja tej wśród tej samej płci jest problemem, i wielu właścicieli
suk twierdzi, że walk między sukami są znacznie bardziej zajadłe niż między
samcami. Niezależnie od płci biorących udział w walce, generalnie można
stwierdzić, że dom z osobnikami tej samej płci nie jest dobrym pomysłem,
szczególnie dla niedoświadczonego właściciela.
Dany pies może nie okazywać swojego
prawdziwego temperamentu do wieku 2, 3 lub nawet 4 lat. Tylko dlatego, że
szczenię osiągnęło wiek jednego roku nie okazując dotąd żadnych oznak agresji
skierowanej na zwierzęta nie znaczy, że nigdy nie wykaże tego trendu.
Amstaffy mogą i żyją w zgodzie i pokoju
z innymi psami i zwierzętami. Indywidualny temperament psa, wczesny trening i
socjalizacja, wszystkie te czynniki odgrywają ważną rolę w tym, czy nasz Amstaff
jest zdolny do życia z innymi zwierzętami. Wielu ludzi bezproblemowo trzyma
kilka psów tej rasy z innymi zwierzętami w jednym domu. Ich sukces bazuje na
ostrożnej kontroli, właściwemu prowadzeniu i wychowaniu psa, i na indywidualnych
cechach zwierząt razem żyjących.
Niebezpieczne jest usiłowanie zrobić z
Amstaffa czegoś, czym ten pies nie jest. Nie jest psem stróżującym ani psem
typowo obronnym. Nie jest zwierzęciem łagodnym dla innych zwierząt. Z cech tych
właściciel Amstaffa musi zdać sobie sprawę i je zaakceptować. Ignorowanie tych
cech może prowadzić do problemów dla ludzi jak i dla zwierząt. Jeśli nie jesteś
gotowy/a do zaakceptowania pewnych faktów dotyczących tej rasy i wysłuchania rad
tych, którzy byli przed Tobą, proszę poszukaj sobie innej rasy, takiej, która
być może by bardziej odpowiadała Twoim wymaganiom.
Uwaga:wśród hodowców wykształcił się
niepokojący trend by tworzyć duże, agresywne Amstaffy do użytku jako psy
pilnujące czy atakujące. Zwierzęta, które stworzyli ci hodowcy nie są typowymi
Amstaffami. W rzeczy samej, wiele z tych psów może nawet nie być Amstaffami,
gdyż usiłując stworzyć większe, bardziej agresywne psy, niektórzy hodowcy
domieszali do swojej hodowli mastiffy i inne psy stróżujące. Amstaff nigdy nie
miał być rasą psa atakującego ludzi. Psy, które wykazują nieufne i ostrożne
podejście do ludzi, tak jak wiele psów stróżujących, maja skrzywiony
temperament.
(Schutzhund, Ring Sport i inne
zorganizowane sporty psów obronnych powinny być traktowane jako coś innego, niż
tresura psa stróżującego/atakującego. Sporty te odbywają się w taki sposób, że
psy w nich biorące udział traktują wszystko jak grę. Okoliczności są bardzo
kontrolowane i zwierzęta oraz ludzie biorący udział są wykwalifikowani. Amstaffy
wielokrotnie osiągały wyżyny w tych dziedzinach psiego sportu.)
Gdy pies atakuje ...
Zostać zaatakowanym przez psa z pewnością nie jest
przyjemnym doświadczeniem, nawet jeśli ofiara nie odniesie poważniejszych
obrażeń. A przypadki pogryzienia powtarzają się ciągle i nie ograniczyła ich
nawet słynna ,,ustawa kagańcowa’’, nakładająca na wszystkich właścicieli psów
obowiązek wyprowadzania zwierząt na smyczy i w kagańcu.
Na podstawie licznych relacji łatwo zauważyć, że
stosunkowo niewiele osób pada ofiarą tzw. groźnych psów (chociaż to właśnie te
przypadki nagłaśniane są przez media) znacznie częściej zdarza się, że agresorem
jest domowy pupil, uznawany za łagodnego i posłusznego, który z racji tych cech
spaceruje bez smyczy i kagańca. Scenariusz ataku zwykle jest taki sam: pani
przechadza się spokojnie, pies biega w pobliżu, entuzjastycznie obwąchując
wszystko, co napotka. Postawione uszy i wachlujący ogon wskazują, że jest
pozytywnie nastawiony do całego świata a spacer sprawia mu wielką przyjemność. W
pewnym momencie podrywa się i z groźnym warknięciem atakuje przechodzącą w
pobliżu osobę. Zaskoczona ofiara nie może powstrzymać się od krzyku przerażenia,
krzyczy również zszokowana pani usiłując odwołać i odciągnąć psa, który
przestaje całkowicie reagować na jej polecenia i atakuje jeszcze ostrzej. Pół
biedy, gdy mamy do czynienia z niedużym pieskiem, którego jedna osoba jest w
stanie poskromić – zazwyczaj kończy się na niegroźnych obrażeniach fizycznych
ale i w takim przypadku szok może wywołać trwały uraz psychiczny u ofiary.
Prawdziwy horror zaczyna się, gdy napastnikiem jest duży, silny pies – a takie
są obecnie w Polsce bardzo modne. Nierzadko kończy się to bardzo poważnymi
okaleczeniami.
Po wypadku zaczynają się tłumaczenia: właściciele
zwierzęcia przysięgają, że ich pupil jest wyjątkowo łagodny i posłuszny,
że jeszcze nigdy nikogo nie zaatakował, że właściciel nawet w centrum
miasta prowadzi go bez smyczy, że pies chowa się z dziećmi i nie było wypadku,
żeby chociaż warknął na któreś. Później dochodzą do konkluzji, że to chyba z
ofiarą ataku było coś nie tak; może kiedyś tego psa skrzywdziła a on to
zapamiętał, a może miała niedobre zamiary, a może pies wyczuł zły charakter,
itd. Z reguły właściciele psa nie kłamią, mówiąc o jego dotychczasowym
nienagannym zachowaniu (stosunkowo niewiele osób puszcza luzem agresywnego psa).
Problem leży w tym, że nie mają większego pojęcia o psychice psa i jego
zachowaniu w różnych sytuacjach. Zwykle zakładają, że jeżeli ,,mamy psa’’, to
pies należy do całej rodziny i jednakowo odnosi się do wszystkich jej członków.
Natomiast z punktu widzenia psa, w jego ,,stadzie’’ jest jeden przywódca
(płeć nie ma znaczenia, gdyż chodzi o autorytet – jednak w większości rodzin tę
rolę pełni mężczyzna), który ma ,,całą resztę’’. A swoje miejsce w hierarchii
,,całej reszty’’ pies ocenia według reguł własnego gatunku, niekoniecznie
zgodnych z ludzkimi.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której pan siedzi w fotelu
i czyta gazetę. Pies układa się na kanapie, co jest mu zabronione ale panu to
nie przeszkadza, więc w spokoju uprawiają ,,życie rodzinne’’. Na widok
wchodzącej do pokoju pani, pies natychmiast schodzi z kanapy i układa się obok
nóg pana. ,,No! Wiadomo, kto w tym domu ma posłuch’’ – stwierdza pani, zajmując
opuszczone miejsce. Nic bardziej mylnego. W świecie psów rządzi reguła, że o
miejscu w hierarchii świadczy odległość od przywódcy. Wejście kolejnego członka
stada zmusiło psa do podkreślenia swojej wysokiej pozycji, co - w jego pojęciu -
pani zrozumiała doskonale, zajmując mniej zaszczytne miejsce na odległej
kanapie. Gdyby to pani usiadła na podłodze koło przywódcy i – co gorsza –
została poklepana czy podrapana za uchem, pozycja psa zostałaby poważnie
zachwiana. Ale ponieważ takie sytuacje raczej się nie zdarzają, jego miejsce w
hierarchii, jako ,,drugiego po Bogu’’ pozostało niezagrożone.
Nie ma też znaczenia, że pies dostaje pożywienie
zwykle od pani lub dziecka. Zwierzę traktuje to jako ich należyte wywiązywanie
się z obowiązku wobec ,,stada’’ (zachowanie typowe dla psów i wilków – każdy
polujący przynosi zwierzynę do gniazda) a nie powód do specjalnych względów.
Powyższe przykłady wskazują, że w pojęciu psa,
zazwyczaj zajmuje on wysoką pozycję w swoim ,,stadzie’’, z czym wiąże się jego
dalsze postępowanie. Gdy wychodzi na spacer, podstawowy wpływ na jego zachowanie
będzie miało to, kto z nim idzie. Zasadą jest, że osobnik dominujący odpowiada
za bezpieczeństwo stada, więc jeżeli pies wychodzi z panem, to na panu spoczywa
obowiązek kontrolowania sytuacji, uprzedzania o zagrożeniu i podejmowania
decyzji o ataku czy obronie. Rzadko więc zdarza się niespodziewany atak ze
strony psa, przebywającego w towarzystwie właściciela. Możemy to przyrównać do
jazdy samochodem: gdy jedziemy w charakterze pasażerów, nie robi na nas wrażenia
patrol ,,drogówki’’ ani inne pojazdy, bo od tego mamy kierowcę, ale gdy
prowadzimy samochód, to ho, ho! .... Dlatego też, gdy z psem wychodzi domownik,
który - według psiej hierarchii - zajmuje niższą pozycję, zwierzę przyjmuje na
siebie rolę przywódcy i stosownie do tego się zachowuje. Jeżeli uzna, że jego
,,podopiecznemu’’ zagraża jakieś niebezpieczeństwo, zaatakuje bez wahania.
Przytoczony na wstępie scenariusz ataku był z punktu
widzenia psa jak najbardziej uzasadniony. Oto znajduje się na obcym terytorium,
w towarzystwie słabszego członka stada, więc robi staranne rozpoznanie terenu,
nie spuszczając podopiecznej z oka. W pewnym momencie ktoś obcy zbliża się w
sposób, wzbudzający jego nieufność. Trudno jest przewidzieć, co zirytuje
zwierzę: może odebrać zachowanie podchodzącego jako niepewne, lękliwe (wiele
osób boi się psów, zwłaszcza dużych) lub wprost przeciwnie – zbyt zuchwałe,
sugerujące podważanie psiego autorytetu. Na wszelki wypadek pies postanawia dać
intruzowi nauczkę i atakuje go, ale bez większej pasji. Ot, jedno - dwa
szarpnięcia, żeby pokazać, kto tu rządzi. Gdyby ofiara przyjęła postawę
poddańczą i zaczęła wycofywać się z pokorą, zakończyłoby to manifestację psiej
siły (ale który człowiek ma tak stalowe nerwy, żeby – w przypadku ataku – nie
wykonał żadnego odruchu obronnego i czekał cierpliwie, z odwróconym wzrokiem, aż
zwierzę przestanie go gryźć). Jakiekolwiek reakcje obronne pies traktuje jako
podjęcie wyzwania i zaczyna walczyć na dobre. Na widok podbiegającej
właścicielki wnioskuje – zgodnie z regułami psiego świata - że członkini stada
przybywa mu z pomocą. Jej okrzyki przerażenia są dodatkowym dopingiem a to, że
kiepsko walczy, bo zamiast szarpać intruza, szarpie swego obrońcę - zmusza psa
do zdwojenia wysiłków. Musi zwyciężyć, bo jest to jego obowiązkiem i absolutnie
nie rozumie, dlaczego ktoś go odciąga i dlaczego - zamiast podziwu – spotyka go
nagana.
Od razu nasuwa się pytanie, co robić, aby nie
dochodziło do takich sytuacji? Odpowiedź jest jedna, z psem mogą wychodzić
wyłącznie osoby, które nad nim panują! I nie ma wtedy znaczenia, czy psa
wyprowadza pan, pani czy dziecko oraz czy jest on na smyczy, czy biega luzem.
Jeżeli natomiast ktoś twierdzi, że jego pupil jest w domu absolutnie posłuszny i
tylko na spacerze zdarzają mu się chwile ,,słabości’’, oznacza to, że pies jest
całkowicie poza kontrolą. Jego ,,domowe’’ posłuszeństwo wynika nie tyle z
podporządkowania, ile z braku innych zajęć oraz ochoty na smakołyki, serwowane
jako nagroda.
Jedynym sensownym sposobem na uniknięcie ryzyka jest
należyte wyszkolenie psa. Tylko staranne szkolenie jest w stanie pokonać
naturalne instynkty psa, poprzez wpojenie mu nawyku natychmiastowego wykonywania
poleceń, bez względu na okoliczności. I nie chodzi tu o zrobienie zeń zwierzęcia
cyrkowego. Do utrzymania całkowitej kontroli wystarczą dwie komendy: jedna,
która przywołuje psa do opiekuna i druga, zatrzymująca go w miejscu.
Jeżeli zwierzę wykonuje te polecenia, wydane przez każdego członka rodziny –
możemy z nim wychodzić bez obaw.
Szkolenie psa nie jest rzeczą łatwą, zwłaszcza, gdy chodzi o przedstawicieli ras ,,ostrych’’, o niezależnym charakterze, ze skłonnościami do dominacji. Moda na takie rasy jak rottweilery, amstaffy, husky czy malamuty sprawiła, że trzymają je osoby, mające niewielkie pojęcie o naturze tych psów i ich potrzebach. Nie są to z urodzenia krwiożercze bestie, ale w nieodpowiednich rękach mogą stać się naprawdę groźne, zwłaszcza, że ich siła jest imponująca a energia niewyczerpana. Najrozsądniej jest skorzystać z usług fachowego trenera i przy okazji samemu się czegoś nauczyć. Wydatek kilkuset złotych naprawdę się opłaca. My unikamy nieprzyjemności, związanych z nieprzewidywalnym zachowaniem pupila, natomiast pies korzysta ze znacznie większej swobody i może nam wszędzie towarzyszyć.
Tekst autorstwa dr Ewy Walkowicz
Zachowania psów
Dla psów postawa ciała, napięcie mięśni, każdy gest ma
ogromne znaczenie, podobnie jak wyraz pyska i oczu, ustawienie uszu, ogona, a
nawet układ sierści. Wszystko to odzwierciedla targające psem emocje i bywa
błędnie interpretowane przez ludzi. "Pies jest zadowolony bo macha ogonem"-
głosi obiegowa opinia. Tymczasem jest wiele sposobów machania ogonem i tylko
jeden z nich, u bardzo młodych psów, które nigdy nie miały złych doświadczeń,
jest wyrazem radości. Wywijający ogonem dominant powiększa w ten sposób
optycznie swoje rozmiary i , podniecony, czeka na następny ruch przeciwnika.
Natomiast pies skulony, nerwowo wymachujący końcem ogona, jest zwyczajnie
przestraszony i jeśli nie zostawimy go w spokoju- może ugryźć nas ze strachu.
Optycznemu powiększeniu rozmiarów dominanta służy również postawienie uszu i
zjeżenie sierści na karku oraz naprężenie nóg i całego ciała. Osobnik, który
przyjął taką postawę, jest gotowy do ataku. I odwrotnie - pies który się
poddaje, chce wydawać się jak najmniejszy, kuli się przypada do ziemi, chowa
ogon pod brzuchem i tuli uszy. Pies leżący na grzbiecie z odsłoniętym brzuchem
przyjął pozycję podporządkowania. Ale jeśli śpi w takiej pozycji, znaczy to , że
czuje się w danym miejscu bezpiecznie. Kiedy pies kładzie łapę na udzie
właściciela, zwraca w ten sposób na siebie jego uwagę. Jednocześnie ten gest
świadczy o tym, iż pies uważa się przynajmniej za równemu panu.
Przekaz zapachowy- Węch to najbardziej wyczulony z psich zmysłów, nic
zatem dziwnego, że przekaz zapachowy obok wizualnego ma dla psów ogromne
znaczenie. Psy chętnie znaczą moczem swoje terytorium a każdy spacer to okazja
do "podpisania" wszystkich murków i drzewek, by inne mogły przeczytać " byłem tu
przed tobą". Gruczoły okołoodbytowe wydzielają specyficzny zapach, stanowiący
wizytówkę każdego osobnika, dlatego przy spotkaniu psy starannie się obwąchują
pod ogonami. Wymachiwanie ogonem podczas powitania służy dominantowi do
zintensyfikowania własnego zapachu. Pies podporządkowany najchętniej
zlikwidowałby własny zapach, dlatego wciska ogon pod brzuch. Odziedziczony po
przodkach instynkt każe psom tarzać się w padlinie i cuchnących odchodach, co
znakomicie maskuje ich zapach własny. Psy o silnych atawistycznych instynktach z
lubością tarzają się w czymś cuchnącym, zwłaszcza, ku naszej rozpaczy, po
kąpieli a to dlatego, że przecież pozbawia je ona własnej, przyjemnej woni.
Innym zagadnieniem jest nazwa psa, wbrew pozorom mająca znaczenie w jego życiu. Każda nazwa niesie pewne emocje i przez ich pryzmat kształtuje się stosunek ludzi do naszego psa i jego do nich. Jeśli imię będzie budziło czułość, określało zwierzę jako głupie, sugerowało że jest groźne, jeśli wskazuje na urodę zwierzęcia, jego zmyślność, szlachetność, wszystkie te aspekty imienia czyli nazwania psa przyklejone są do niego jak etykietka. Poza tym jeden pies może mieć wiele imion a nie jak wskazują niektórzy - jedno, najlepiej dwusylabowe. Pies pięknie rozumie imię kilkuwyrazowe, kwestią osobną jest, jak się tym imieniem posługiwać. Samo imię (przezwisko?) może deprymować czy też "zawstydzać" psa, który coś źle zrobił. Może też imię (inne) budzić w psie nagłą wesołość, lub tylko sugerować dobry nastrój i miłe, szczególnie w tym momencie, relacje z panem. Imię może też dyscyplinować na spacerze, gdy chcemy psa przywołać do porządku. Imiona mogą działać jak komendy, nie oznaczając przy tym konkretnej czynności. Przekazujemy więc psu gotowy "nastrój w pigułce", rzecz zdawałoby się bardzo trudną do świadomego przekazania zwierzęciu, a często odbieraną przez nie właściwie, ale bez naszej wiedzy, czy akceptacji. Bywa, że jesteśmy zdenerwowani, ale nie chcemy tego przenosić na psa. On zaś, jak czuły odbiornik, reaguje lub przynajmniej może zareagować przygnębieniem, dezorientacją. Wówczas miłe psu imię i odpowiedni ton niwelują złą i niechcianą relację. Możemy też hasłem powodować złożone czynności: wspomniane już szukanie pana lub przedmiotu czy przyniesienie sprzętu z innego pokoju. Zakładamy często, że polecenie (używane przecież rzadziej niż imię) może być dość skomplikowane, ba, modyfikowane i trafiające do świadomości psa. Imiona, nawet jeśli jest ich wiele i każdy domownik wymyśla nowe, są świetną zabawą z psem i w ten pełen czułości sposób ułatwiają całej rodzinie pozytywny kontakt ze zwierzęciem. Oczywiście nie prześcigujmy się w wymyślaniu imion dla psa. Pojawią się "same", w miarę rozwoju psa i naszych z nim kontaktów. Pamiętajmy, że konsekwentne postępowanie z psem nie oznacza kurczowego trzymania się jakiejś techniki wychowawczej. Oznacza stworzenie psu zaplecza psychicznego, wolnego od zmian nastrojów właściciela, rzutujących na stosunek do psa. Nie traktujmy psa jak istotę myślącą w sposób porównywalny z naszym. Nie bierzmy go też za zwierzę głupie, nieinteligentne, uwikłane w instynkty i przez to łatwe do omamienia. Kochajmy swoje pieski i ... nazywajmy je jak chcemy ;)
Fragment książki "Teriery typu bull" Andrzeja Jendrasiak